Nigdy nie wolno zapominać o tym, że jesteśmy zespołem – rozmowa z mł. bryg. Mateuszem Pyrzanowskim

Od pierwszych kroków w PSP, przez doświadczenia z działań i zarządzania, aż po wyzwania współczesnego ratownictwa w dużej aglomeracji. W rozmowie z mł. bryg. Mateuszem Pyrzanowskim poruszamy realia codziennej służby w KM PSP Katowice, współpracę z OSP, szkolenia, zmieniające się zagrożenia oraz to, co dziś najbardziej kształtuje skuteczność i bezpieczeństwo działań ratowniczych.
Co skłoniło Pana do wstąpienia w szeregi Państwowej Straży Pożarnej i jak wyglądały początki Pana służby? Które doświadczenia z tamtego okresu najbardziej wpłynęły na Pana rozwój zawodowy?
Moje wstąpienie w szeregi PSP to szczęśliwy zbieg okoliczności. Dokładnie w czasie, gdy trzeba było zdecydować się, w jakim kierunku iść po szkole średniej, mój kolega z klasy zaproponował mi pomysł spróbowania swoich sił w szkole oficerskiej w Warszawie, ówczesnej Szkole Głównej Służby Pożarniczej. Do naboru przystąpiłem jako całkowity nowicjusz, nie mając pojęcia, co mnie czeka, w przeciwieństwie do wielu kolegów, którzy latami przygotowywali się, aby spełnić swoje marzenie. W związku z tym początki były bardzo ciekawe, bo praktycznie wszystko było dla mnie nowe i bardzo atrakcyjne. Sportowo zawsze prezentowałem dość dobry poziom, podobnie również pod kątem nauki, więc wysiłek fizyczny i zajęcia na studiach nie stanowiły dla mnie problemu. Natomiast cała oprawa służbowa i nagły przeskok z sielanki życia w domu rodzinnym w środowisko, gdzie wszystko funkcjonuje na bazie rozkazu i najczęściej z mocnym rygorem czasowym, spowodowały, że trzeba było przyśpieszyć proces przejścia w dorosłe i samodzielne życie. Jednak miałem u boku wielu kolegów ze sporym doświadczeniem, więc nie było to aż takie trudne. Myślę, że właśnie ten szlif służbowy miał ogromny wpływ na mój rozwój zawodowy i obecnie pełnioną służbę. Poza tym, trafiłem też na kilku wspaniałych ludzi, od których naprawdę wiele się nauczyłem, zarówno pod kątem merytorycznym, jak i życiowym.
Jakie stanowiska pełnił Pan przed objęciem funkcji Naczelnika Wydziału Operacyjno-Szkoleniowego?
Patrząc na ramy czasowo, układa się to następująco: 2008-2012 – podchorąży w SGSP, 2012-2014 – dowódca zastępu JRG 1/JRG 2 Katowice, 2014-2018 – starszy specjalista w Wydziale Operacyjno-Szkoleniowym, 2018-2022 – dowódca JRG 2 Katowice, od 2022 – naczelnik MR.
Jaka była najważniejsza lekcja, jaką wyniósł Pan ze swoich pierwszych lat w PSP? Czy jest jakaś szczególna akcja lub sytuacja z początków służby, którą do dziś Pan pamięta?
Ciężko wskazać jedną taką sytuację. Pamiętam wiele zdarzeń i sytuacji. Najczęściej te, podczas których odnosiliśmy spory sukces, ale również te, w których mieliśmy do czynienia ze sporą krzywdą ludzką. Myślę, że każdy strażak nosi ze sobą konkretny bagaż interwencji, przy których brał udział.
Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że tych najważniejszych lekcji było sporo i składają się one na całokształt mojego doświadczenia. Czasem zauważamy to jednak ze sporym opóźnieniem.
Gdybym miał wskazać jedną taką zasadę, to myślę, że byłoby to braterstwo strażackie – nigdy nie wolno zapominać o tym, że jesteśmy zespołem, a nie indywidualnościami, a jeśli chcemy coś skrytykować czy oceniać, to najlepiej jest zacząć od siebie.







